Malowanie rzęs tuszem a potem rozmazywanie się, ćwiczone uśmiechy i udawany optymizm.Kopanie w tyłek na szczęście i przekonywanie siebie na wzajem, że będzie dobrze.
A potem ma ochotę zamordować kogoś czarnym długopisem albo paszportem tylko dlatego,że siedzi obok.
Jak Ci poszło?-słyszy
A skąd to mam wiedzieć do cholery -myśli
Nie wiem-odpowiada
tony pochłanianej czekolady, trzy kilo do przodu
hurra, hurra-matura.
połowa już za mną
Jedyna ekstrawagancja, na którą sobie pozwalam, to bycie sobą.
skomentuj (7)
Kolejny wieczór w plenerowym kinie. Kolejne dni ze słuchawkami na uszach. Obserwuje ten świat zza szyby i przywołuje resztki tego ironicznego uśmiechu.
Dziury w głowie. Zabrakło karteczek, myśli zdezerterowały, puste kieszenie. Wrzosy na parapecie w plastikowym kubku a obok zdjęcie moich wariatek.
Dzisiaj znowu założę żółto-zielony szalik pachnący moimi ukochanymi perfumami i ruszę na miasto. W kieszeń włożę list do Ciebie.
Na rękach zostanie tusz z taniego długopisu.
Tak leniwie ciągną się te dni, pełne niedokończonych myśli i rzeczy z półki "do zrobienia". A ja jestem, gdzieś obok mojego świata, z nosem przyklejonym do szyby liczę krople deszczu. Odkładam wszystko na niezidentyfikowane później czy kiedyś.
Miło jest odkryć w sobie pokłady szaleństwa. Zaufać impulsom spiętych komórek nerwowych. I nagle aczkolwiek znajduje się, gdzieś daleko z absolutnie i oczywiście. Miesza się w tłum piłkarski i świetnie się bawi okupując zagraniczne ławki oraz poznając dzielnice niekoniecznie turystyczne.
Przez brudną zieleń miejskich trawników brnę, licząc pąki na drzewach. W kałużach szukam promieni słońca.
Zielony cień na powiekach, zielone kolczyki w uszach, zielony uśmiech na ustach. Kompletna zieleń w głowie.
Powtórka z rozrywki, na biurku znów bazie.
2007
maj
2006
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
sheaky//
aczkolwiek dla fuckmybejbz